wtorek, 24 maja 2016

73. PO PROSTU BĄDŹ (M.Witkiewicz) [43/2016]

Tytuł: Po prostu bądź

Autor: Magdalena Witkiewicz

Gatunek: Literatura kobieca

Powieść polska

Ilość stron: 344

Wydawnictwo: Filia

Rok wydania: 2015

Główną bohaterką powieści jest Paulina, która wbrew swoim rodzicom wyjeżdża ze wsi, na studia do Gdańska. Rodzice planowali, że przejmie po nich nieźle prosperujące gospodarstwo. Paulina jednak zdecydowała, że będzie studiować architekturę. W dążeniu do celu, pomógł jej Adrian- jak domniemywali rodzice przyszły mąż Pauliny. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.

W dużym mieście Paulina musiała radzić sobie sama. Zatwardziali rodzice nie wyciągnęli do niej pomocnej dłoni, a i ona jakoś nie dążyła do częstych kontaktów. W zamian za to Paulina zacieśnia więź ze swoją siostrą Agnieszką, która wyjechała do Irlandii i tam wyszła za mąż. Odwiedza ją w święta i wakacje. Tak mijały lata studiów, aż Paulina z wzajemnością zakochuje się w swoim wykładowcy doktorze Aleksandrze Dembskim. Początkowo muszą ukrywać swoją znajomość bo nie wiedzą czy byłaby ona tolerowana na uczelni. Kiedy jednak grupie Pauliny zostaje zmieniony wykładowca, oboje oddychają z ulgą i w pełni mogą się cieszyć swoją coraz bardziej pogłębiającą się relacją.

"- Zobacz, będziemy to wnukom opowiadać- śmiał się pewnego wieczora.- Że raz dziadek z babcią przelotnie dotknęli się na uczelni i potem do końca życia nie mogli dojść do siebie."

Szybki ślub, kredyt mieszkaniowy i niespodziewana ciąża. Całe szczęście niweczy jednak śmiertelny wypadek Aleksa, który sprawia, że Paulina zostaje z całym bałaganem sama. Pojawia się jednak on- Łukasz, najbliższy przyjaciel Aleksa, który proponuje Paulinie układ. A to wszystko dlatego, że marzy o takiej kobiecie jak ona i o założeniu wreszcie szczęśliwej normalnej rodziny.

Dobra, polska powieść, ale dla mnie bez wielkiego zachwytu. Nie polubiłam głównej bohaterki. Nie dość, że brutalnie zostawiła rodziców, to potem (poza jednymi świętami Bożego Narodzenia) nieszczególnie za nimi tęskniła, nie dążyła do kontaktów. To Łukasz okazał się dla mnie najjaśniejszą osobą w powieści. Takim promykiem nadziei, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie.

Nie chce Was zanudzić, ale mam jeszcze kilka ogólnikowych myśli na koniec. Trochę smutne jest dla mnie to podejście do polskiej wsi i nie mówię tu tylko o tej konkretnej powieści (bez urazy pani Magdaleno). Stereotypowo młodzi chcą uciekać ze wsi, ale czy aby na pewno? Przecież są studia zaoczne i jednocześnie można się uczyć i wspomagać rodziców. I oczywiście zawsze znajdzie się jakiś pijaczek stojący pod miejscowym sklepem. Tymczasem dziś wieś się rozwija i coraz mniej jest tych schematycznych zachowań            (dzieciorób i alkoholik). Częściej do kieliszka moim zdaniem zaglądają osoby zamożne, tak naprawdę nieszczęśliwe w swojej złotej klatce. Może już czas w polskich powieściach poruszyć temat np. łapówkarstwa w szpitalach...

 


1 komentarz:

  1. Chętnie ją przeczytam, mimo że Ciebie nie porwała :)

    OdpowiedzUsuń